Piotr Biesiekirski dla Msfoto.pl - Wywiad

Wywiady

W czasie sierpniowej rundy MotoGP w Brnie mieliśmy okazję porozmawiać z Piotrem Biesiekirskim (Euvic Team Stylobike), który w Czechach obserwował zmagania swoich kolegów po fachu. Biesiekirski to pierwszy i jedyny Polak startujący w motocyklowych mistrzostwach Europy kategorii Moto2. Mieszkający na co dzień w Hiszpanii, 18-latek jest uznawany za polską nadzieję wyścigów motocyklowych. 

Piotr_Biesiekirski.jpg

Dominik Zajączkowski: Runda w Czechach określana jest najbardziej polską rundą MotoGP. Miałeś okazję być w Brnie podczas zawodów MotoGP?
Piotr Biesiekirski: Jestem tu po raz pierwszy na MotoGP. Na razie miałem okazję oglądać wyścigi MotoGP w Walencji, Aragonii i Barcelonie.

Czy któryś z kierowców zrobił na tobie szczególne wrażenie podczas tego weekendu?
Podczas tego weekendu niespecjalnie, ale jest kilku zawodników, którzy robią na mnie wrażenie. To oczywiście Marc Marquez, który radzi sobie dobrze w każdych warunkach, a im trudniejsze warunki, tym bardziej niszczy swoją konkurencję i powiększa przewagę punktową. Myślę, że jeszcze mógłbym wymienić Arona Caneta, który widać, że dojrzał i świetnie się spisuje. Był szybki w zeszłym roku, ale za bardzo ryzykował, często się wywracał, chociaż pomimo tego był w stanie wygrać kilka wyścigów. Z pośredniej kategorii na pewno wrażenie na mnie robi również Alex Marquez, który widać, że w tym sezonie naprawdę się poprawił. Widywaliśmy go w czołówce, ale brakowało mu czegoś, aby walczyć o końcowe zwycięstwo w sezonie. Teraz widać, że wypracował element, którego mu brakowało i jest w stanie regularnie walczyć o zwycięstwa.

Masz wielu znajomych w padoku Grand Prix. Trenujecie razem czy znacie się z wyścigów?
Z wyścigów jest ich niewielu, natomiast często trenuje z Aronem Cantem, Jaume Masią, czy Ikerem Lecuoną. Zdarzyło mi się jeździć również z Thomem Luthim, Joe Robertsem, Stevenem Odendaalem. W dobrych relacjach jestem z Sergio Garcią, Lukasem Tulovicem. Z Jorge Navarro regularnie jeździmy na flat tracku. W MotoE jest jeszcze Niki Tuuli, z którym jeździłem razem w zespole, czy Hector Garzo, który jeździ w czołówce Mistrzostw Europy Moto2. Miałem okazję rozmawiać również z Maverickiem Vinalesem. Najpierw spotkaliśmy się na testach w Estoril w Portugalii, a następnie wracaliśmy do Hiszpanii jednym samolotem, więc mieliśmy okazję porozmawiać.

Co możesz o nim powiedzieć?
Bardzo sympatyczny koleś. Nie słychać po nim, że jest zawodnikiem MotoGP i można z nim sobie swobodnie porozmawiać.

Jak oceniasz swój dotychczasowy sezon 2019?
Na pewno chaotyczny oraz bardzo pechowy sezon wynikający z kontuzji, zwłaszcza, że większość upadków nie była z mojej winy. Sama ich liczba nie była duża, ale przy każdym coś złego się przytrafiało. Pomimo tego jestem zadowolony z tego co udało mi się wykręcić, biorąc pod uwagę w jakim byłem stanie i to jak rozpoczęliśmy sezon, dlatego mam nadzieję, że kiedy sytuacja się ustabilizuje, wrócimy do dobrej formy.

Niestety ostatnio dość często odwiedzałeś Doktora Mira, który znany jest z tego, że potrafi zrobić z kontuzjowanymi zawodnikami niesamowite rzeczy. Uważasz, że medycyna w wyścigach motocyklowych jest na najwyższym możliwym poziomie?
Na najwyższym możliwym poziomie może nie, bo zawsze da się coś poprawić i pewnie za kilka lat ktoś odkryje jakąś nową technologię, która zrewolucjonizuje medycynę, bo tak to zmienia się co jakiś czas. Na pewno jest to bardzo wysoki poziom medycyny i biorąc pod uwagę z tym co jest teraz dostępne, nie da się zbyt wiele poprawić. Naprawdę wszyscy są pod wrażeniem roboty Doktora Mira. Dla przykładu, kiedy ściągali mi szwy w Polsce, pielęgniarka mówiła, że nie widziała jeszcze tak dobrze zszytej rany i uznała, że była to perfekcyjna robota.


Jak trudno jest się do niego dostać? Pracuje tylko z zawodnikami, którzy się ścigają?
Jest też lekarzem dla osób prywatnych, nie tylko dla zawodników, ale takie wizyty przypadają losowo. Nie można zadeklarować, że chce się być operowanym przez Doktora Mira, a żeby bezpośrednio się z nim umówić to trzeba być zawodnikiem i mieć z nim kontakty. Na moje szczęście szef zespołu - Valeriano zna doktora Mira dosyć dobrze.

Jak oceniasz poziom zawodników kategorii Moto2 w Grand Prix, w porównaniu do mistrzostw Europy, w których startujesz?
Mistrzostwa świata to absolutny „kosmos”, poziom jest dużo wyższy niż wiele osób sobie to wyobraża. Często widzimy, kiedy ktoś z kategorii Moto2 przechodzi do kategorii MotoGP i traci sekundę, czy półtorej na okrążeniu w pierwszej części sezonu. To nie wygląda tak, że gdyby Marc Marquez wsiadł teraz na motocykl klasy Moto2, to byłby szybszy o te półtorej sekundy na kółku. W Moto2 naprawdę bardzo ciężko jest wycisnąć coś więcej niż robi to teraz czołówka mistrzostw świata. Ta różnica na przestrzeni Moto2 i MotoGP wynika z charakterystyki motocykla, która w MotoGP nie jest podobna do żadnego innego, czy różnicy stylu jazdy. Chociaż możemy spojrzeć na talenty, które bardzo szybko przyzwyczajają się do takiego motocykla, jak chociażby Quartararo czy Marc Marquez w 2013 roku.

W padoku Grand Prix możemy spotkać wielu zawodników, którzy swoją przygodę rozpoczęli w podobny sposób do Ciebie, poprzez starty w mistrzostwach Europy. Jest to m.in. twój kolega, Iker Lecuona, którego zobaczymy w MotoGP, Xavi Vierge, czy Xavi Cardelus, twój były kolega zespołowy. Uważasz, że to najprostsza droga do padoku Grand Prix?
Nie jest to najłatwiejsza droga, ale dla mnie uważam, że jest dobrą drogą. Wiadomo nie jest to proste i nie polega to na tym, że po prostu wchodzisz do mistrzostw Europy i nagle po kilku latach jeździsz kilka sekund szybciej i wchodzisz do mistrzostw świata. Trzeba na to zapracować, ale na pewno pomaga to, że znasz ten motocykl i nie musisz się do niego tak długo przyzwyczajać, chociaż i tak maszyny Moto2 nie są aż tak skomplikowane, jak motocykle MotoGP. Praca hamulców, czy zachowanie opon jest na bardzo wysokim poziomie, ale sama charakterystyka jest zbliżona do wielu innych motocykli. Natomiast karbonowe hamulce w MotoGP, bardzo mocny silnik nafaszerowany elektroniką oraz przygotowanie tego motocykla typowo pod wyścigi daje ogromną różnicę w samym opanowaniu motocykla. Mając tyle rzeczy staje się to po prostu trudne do ogarnięcia. Bardzo podoba mi się pomysł wejścia silników Triumpha do Moto2, ponieważ są trochę mocniejsze, jest w nich więcej elektroniki, jest min. downshifter, nie ma kontroli trakcji, można dostosować motocykl tak, że na danym biegu, przy konkretnym złożeniu, odpowiedniej prędkości, obrotach, stopniu otwarcia gazu zmienia się mapowanie silnika, więc jest to dużo bardziej zaawansowane i przez to przejście do MotoGP jest mniej skomplikowane.

Piotr_Biesiekirski_Barcelona.jpg

Czy motocykl na którym się ścigasz jest wyposażony w silnik Triumpha, czy ma jeszcze poprzednią jednostkę od Hondy CBR600RR?
Są to jeszcze silniki Hondy, ponieważ większość teamów kupuje motocykle od zespołów z mistrzostw świata, więc podejrzewam, że zanim wejdą silniki Triumpha miną jeszcze 2,3 lata, ale nie jest to żadna oficjalna informacja i na pewno będzie to ogłoszone co najmniej rok wcześniej.

Co było najtrudniejsze w adaptacji do motocykla Moto2, przesiadając się z motocykla w specyfikacji Supersport?
Wydaje mi się, że dla mnie trudniejsza była jazda na Supersporcie, ponieważ ten motocykl nie odpowiadał mojemu stylowi jazdy. Na motocyklu Moto2 czuje się znacznie lepiej, ale najtrudniejsze było to, aby przełamać się do szybkiej jazdy, ponieważ kiedy jedziesz wolno, motocykl nie chce z tobą współpracować, prowadzi się beznadziejnie i po prostu jedzie się nim dużo gorzej. Do momentu aż nie jesteś mniej niż pięć sekund od czołówki mistrzostw świata, tym motocyklem praktycznie nie da się jechać, zachowuje się gorzej niż Superposrt i przez cały czas masz wrażenie, że zaraz się przewrócisz. Im szybciej się na nim jedzie, tym bardziej z tobą współpracuje, więc jakbym miał wybrać jedną rzecz, to właśnie przełamanie, aby bardziej go „cisnąć”.

Z pewnością Twoim celem jest awans do kategorii Moto2 w mistrzostwach świata. Stawiasz sobie czas, kiedy chciałbyś to osiągnąć?
Nie, nie stawiam sobie żadnych twardych celów, ponieważ uważam, że to w niczym nie pomaga. Jeśli już je mam, to są to rzeczy, przez które chcę przejść np. chcę przyjeżdżać na konkretnej pozycji w mistrzostwach Europy i potem przejść do mistrzostw świata Moto2. Jeżdżąc tam też nie stawiałbym sobie żadnego limitu czasowego, ale chcę mieć cel, aby ścigać się na konkretnych pozycjach i dojść do czołówki. Oczywiście moim celem jest wygranie w klasie Moto2, w której obecnie startuje. Na pewno nie będzie łatwo, ale nie stawiam sobie takich twardych czasowych celów, że w tym roku chce jeździć tam, w kolejnym roku chce zajmować takie, a nie inne pozycje, a w jeszcze następnym chcę skończyć na konkretnej pozycji w klasyfikacji generalnej.

Mieszkasz na co dzień w Hiszpanii. Kiedy zapadła decyzja o wyjeździe i jak pogodziłeś to ze szkołą, czy z językiem?
Zacząłem mieszkać w Hiszpanii od końcówki 2015 roku i decyzja o przeprowadzce była popchnięta z dwóch stron. Z jednej moi rodzice chcieli przeprowadzić się do kraju z cieplejszym klimatem, ale nigdzie nie czuli się tak dobrze jak w Polsce i nic im szczególnie nie odpowiadało, ale Walencja bardzo im się spodobała jako miasto i to z drugiej strony otworzyło mi idealne warunki do trenowania. Skorzystaliśmy z tego, zrobiliśmy to bardzo spontanicznie, trochę ryzykownie, bo nie mieliśmy nawet przygotowanej umowy mieszkaniowej, więc było to trochę ryzykowne. Uczę się w szkole internetowej i bardzo mi odpowiada ten system, ponieważ jest bardziej elastyczny, nie mam twardych godzin, kiedy muszę być na lekcjach, co pozwala mi na trenowanie chociażby rano. Na początku nie specjalnie uczyłem się języka, oczywiście trochę się go uczyłem, ale nieszczególnie dobrze mówiłem. W pewnym momencie, gdy nikt nie mówił po angielsku, stwierdziłem, że muszę się tego nauczyć i poświęciłem więcej czasu, aby móc się swobodnie porozumieć. Z czasem zacząłem łapać coraz więcej i teraz nie mam żadnego problemu z mówieniem po hiszpańsku.

Jak zatem wygląda Twoje życie w Hiszpanii? Skupiasz się jedynie na treningu i wyścigach?
Tak, chociaż skupiam się też na nauce, ale moim priorytetem są treningi i jest to dla mnie najważniejsze. Teraz trochę mniej trenuję na motocyklu, ponieważ na tym poziomie trzeba delikatnie zmienić treningi, aby były bardziej efektywne. Jest więcej treningów wydolnościowych niż na motocyklu, z kolei treningi motocyklowe są bardziej intensywne. Praktycznie trenuję codziennie, mam jedynie przerwę 1-2 dni, co trzy tygodnie. Oczywiście nie jest też tak, że codziennie trenuję tak, że nie mogę się potem ruszać. Przeważnie większość dni jest rzeczywiście mocno treningowych, gdzie po treningu nie mam na nic siły, ale mamy też lżejsze treningi, jak samo bieganie, jakieś ćwiczenia izometryczne, czy coś lżejszego, żeby się trochę zregenerować. Staram się, aby jak najwięcej trenować i się nie zatrzymywać.

Ściśle współpracujesz z polską firmą informatyczną Euvic. Czy uważasz, że mógłbyś wkroczyć z nią do mistrzostw świata? To byłaby obustronna korzyść dla Ciebie i dla polskiej firmy.

Zdecydowanie, taki jest plan. Euvic wspiera mnie od początku mojej kariery i naszym wspólnym celem są mistrzostwa świata. Dla mnie to wsparcie jest ważne, ponieważ nie tylko mam solidnego partnera, na którego mogę liczyć, ale także mogę promować polską firmę na zagranicznych rynkach. Euvic to polska firma, która działa globalnie, obsługując klientów na całym świecie, więc promocja poprzez międzynarodowe wyścigi jest dla niej korzystna. Tym bardziej, że motorsport promuje wartości, które są bliskie branży IT, przede wszystkim nowoczesność, ale także także ducha fair play. 

Masz indywidualnego trenera?
Nie, chociaż mogę powiedzieć tak o Kike - właścicielu szkółki KSB, który jest też trenerem Ikera Lecuony i Jorge Navarro. Trenuje też wielu zawodników z mistrzostw Europy, europejskiego pucharu talentów, z juniorskich mistrzostw świata Moto3, czy z mistrzostw Hiszpanii. Jest też kilku jego podopiecznych w mistrzostwach świata Supersport 300. Chociaż tak naprawdę każdy może do niego przyjść, jest bardzo fajną i otwartą osobą. Stara się pomóc każdemu, kiedy widzi wysiłek włożony przez drugą osobę. Trenuje też dużo osób, które chcą się po prostu podszkolić. Trenuje dzieciaki, które jeżdżą na minimoto, albo na pitbike’ach, oraz osoby, które nie są na profesjonalnym poziomie, ale pomaga im w tym, żeby na pewno dobrze się bawili. Z Kike trening zawsze jest fajny, jednak jest zarazem mocny. Kike skupia się też na tym, aby dobrze się bawić i by chciało się trenować z uśmiechem na twarzy.

Co wyróżnia szkołę KSB?
Wyróżnia ją Kike i jego podejście oraz myślę to, że nie pozwala rodzicom za bardzo się wtrącać. Często rodzic chce pomóc dziecku i naprawdę stara się jak najmocniej, nie robi niczego złego specjalnie. Stara się pomóc, ale najlepsze co może zrobić w tej sytuacji, to nie wtrącać się oraz jak najmniej się angażować, tak aby dziecko nie czuło się uzależnione od rodzica. Nie można trzymać go za rękę i zapinać kasku, jak ma 20 lat. To co wyróżnia jeszcze Kike, to profesjonalne i jednocześnie luźne podejście. Kiedy trzeba podejść do czegoś na poważnie, to podchodzi na poważnie, ale można też się z nim pośmiać i zawsze jest z nim fajna zabawa.

Uważasz, że można awansować do Grand Prix tylko dzięki ciężkiej pracy, czy potrzebny jest też wrodzony talent?
Uważam, że można wejść tylko dzięki ciężkiej pracy. Ja kiedy wsiadłem na motocykl nie było „wow”, nie przychodziło mi to wszystko łatwo, tylko dzięki ciężkiej konsekwentnej pracy.

Foto: pbk74.com

Author picture

Dominik Zajączkowski

Redaktor, którego kolebką są wyścigi motocyklowe. Serię MotoGP i WorldSBK śledzi od początku XXI wieku. Od 2015 roku ściśle współpracujący z polskimi mediami. Jego ulubionym tematem są analizy wyścigowe, wywiady z zawodnikami oraz praca na torach wyścigowych.